KropkiNaMapie.pl


Tomasz Nowak 21 stycznia 2014 Aktualności Relacje

Cena safari na Sri Lance: samochód nadgryziony przez słonia [RELACJA]

Safari to nie tylko Afryka - na tym polu z Czarnym Lądem śmiało może rywalizować Sri Lanka. Jeżeli chodzi o obserwowanie słoni park Uda Walawe na południu wyspy to światowa czołówka.

Słoń sfotografowany na safari w parku Uda Walawe na Sri Lance

Słoń sfotografowany na safari w parku Uda Walawe na Sri Lance

Uda Walawe to jeden z kilku parków najczęściej polecanych przez przewodniki. W zależności od tego, do którego się udamy będziemy mieli szansę zobaczyć trochę inne gatunki zwierząt. Na przykład w Yala National Park z dużym prawdopodobieństwem zobaczymy leopardy (czynny od połowy października do sierpnia, w pozostałym czasie park jest zamknięty żeby zapewnić leopardom trochę intymności w czasie miłosnych igraszek). Bundala National Park polecany jest miłośnikom ptaków. Uda Walawe to natomiast miejsce, gdzie ma się niemal gwarantowane spotkanie ze słoniem – i to nie jednym bo na obszarze około trzystu kilometrów kwadratowych żyje ich tam około 500.

Najlepszy czas na wyruszenie na safari i obserwowanie zwierząt to wczesny ranek, w okolicach 6:00, kiedy słońce jeszcze nie piecze tak bardzo, oraz popołudnie po 16:00. Pytaliśmy, czy z tych dwóch opcji któraś jest lepsza, ale jednoznacznej odpowiedzi nie dostaliśmy, lokalni mieszkańcy mówili nam, że w praktyce nie ma zbyt wielkiej różnicy – to jakie zwierzęta uda się zobaczyć zależy przede wszystkim od szczęścia i spostrzegawczości. Chociaż nie przepadam za wczesnym wstawaniem zdecydowaliśmy się na poranną wizytę.

Jeepa wynajęliśmy w hotelu w którym się zatrzymaliśmy (Kottawata Village – bardzo przyjemne miejsce, a wspominam je tym lepiej, że byliśmy jednymi z czworga gości i za najniższą cenę ulokowali nas w domku o najwyższym standardzie jaki mieli – jeżdżenie poza sezonem ma swoje plusy :) ).

Koszt wynajęcia auta to około 3500 lankijskich rupii ( w przeliczeniu ok. 80 zł 50 gr), przy czym jest to cena za cały samochód do którego może się wpakować około 6-8 osób. Wejście było już trochę droższe bo kosztowało 3000 rupii, czyli ok. 69 zł.

Jeżeli interesują Was inne ceny na Sri Lance to znajdziecie je w jednym z poprzednich artykułów. Dowiecie z niego ile kosztuje jedzenie, podstawowe produkty w supermarkecie. Osobną publikację poświęciłem też podróżowaniu po wyspie pociągami i autobusami (również znajdziecie tam cennik).

Jak więc pisałem do parku wybraliśmy się wcześnie rano. Po kupieniu biletów przy wjeździe dosiadł się do nas lokalny przewodnik (są wliczeni w cenę, ale na koniec objazdu oczekują napiwku). I muszę od razu powiedzieć: bez niego pewnie nie zwróciłbym uwagi na połowę ze zwierząt, które udało nam się zobaczyć.

Chociaż pierwsze jakie zobaczyliśmy ciężko było przegapić:

Słonie w trakcie posiłku

Słonie w trakcie posiłku

Po przejechaniu około kilometra trafiliśmy na stado kilkunastu słoni, które tuż przy drodze radośnie skubały sobie zielone krzaki.

Słonie na śniadaniu

Słonie na śniadaniu

I w tym momencie niestety rzeczywistość zaczęła nieco odbiegać od moich wyobrażeń na temat safari. Liczyłem, że będzie tam panowała trochę bardziej kameralna atmosfera – tymczasem poruszaliśmy w kolumnie około 10 jeepów, jeden za drugim (a przypomnę: byliśmy poza sezonem).

Słonie i stado turystów

Słonie i stado turystów

Po pierwsze miałem poczucie, że poruszając się taką chmarą jednak trochę za bardzo straszymy zwierzęta – czemu dała też w pewnym momencie wyraz jedna ze słonic, która wzięła rozbieg i chciała… staranować samochód, którym jechaliśmy… Nasz przewodnik podniósł ręce, zaczął nimi machać, krzyczeć, czym na szczęście skutecznie zniechęcił ją do ataku. Ale przyznam chwila strachu była :-)

Po drugie  jeepy, które jechały na przedzie, płoszyły co bardziej strachliwe zwierzęta. Ci którzy jechali dalej mogli sobie co najwyżej pooglądać roślinki i powąchać spaliny. Te sarny na przykład – jako, że jechaliśmy gdzieś w środku – ledwo uchwyciłem aparatem:

Lankijskie sarny chowają się w zaroślach

Lankijskie sarny chowają się w zaroślach

W takiej sytuacji więc ani zwierzęta jak się domyślam nie były zbyt szczęśliwe, ani turyści. Bo co z tego, że mieliśmy przed sobą taki sielski obrazek zwierząt przy wodopoju o poranku – skoro ciężko było nawet zrobić zdjęcie tak, żeby nie było na nim samochodów.

Sri Lanka: poranek przy wodopoju

Sri Lanka: poranek przy wodopoju (tak, ten ciemny kształt to też słoń)

Chociaż gdyby nie inne auta nie mógłbym uwiecznić kolejnej pięknej sceny. Po przejechaniu następnego kilometra trafiliśmy na inne stado słoni. Zupełnie niezrażone naszą obecnością jadły sobie zieleninę. Ale jeden ewidentnie był już znudzony taką dietą i postanowił skosztować… nadkola w jednym z jeepów … :)

Słoń znudzony wegetariańską dietą...

Słoń znudzony wegetariańską dietą…

 

... postanawia spróbować kuchni eksperymentalnej. Jako przekąska: nadkole samochodowe.

… postanawia spróbować kuchni eksperymentalnej – jako przekąska: nadkole samochodowe

Najwyraźniej jednak nowy smak mu nie podpasował bo po pierwszym kęsie zrezygnował z posiłku zostawiwszy niedojedzone danie bez słowa. Swoja drogą takie sytuacje muszą się tu zdarzać częściej bo kierowca praktycznie w ogóle nie zareagował, potwierdzać może to też wyszczerbione nadkole po drugiej stronie samochodu.

Po tej uroczej kulinarnej przygodzie w końcu odłączyliśmy się od grupy i mogliśmy zobaczyć zwierzęta, które do tej pory gdzieś tam tylko przemykały bokiem wystraszone naciągającym turystycznym stadem. Przede wszystkim ptaki. I tu przyznam się do mojej ignorancji – do czasu wizyty w parku Uda Walawe nie miałem pojęcia, że są kraje gdzie dzikim ptakiem żyjącym na wolności jest np. paw. W moim umyśle zawsze funkcjonował on obok kury, koguta, uznawałem go za drób ozdobny, dawno temu udomowiony. Tymczasem na Sri Lance czy – jak później doczytałem – w Indiach pawie żyje mniej więcej tak, jak u nas bażanty. Jeden na przykład przebiegł mi obok leżaka gdy leżałem na plaży w Tangalle. A w parku było ich pełno.

Lankijski paw, a właściwie "Indyjski" bo taka jest jego nazwa gatunkowa

Lankijski paw, a właściwie „Indyjski” bo taka jest jego nazwa gatunkowa

Niestety z nazwami innych ptaków było już znacznie gorzej. Przewodnik co prawda mówił jak się nazywają, ale po angielsku i niestety nie udało mi się ich zapamiętać. Żałowałem też, że nie mam lepszego obiektywu, bo tym który miałem niestety nie byłem w stanie ustrzelić zbyt wiele.

Na Sri Lance nie tylko pawie mienią się różnymi kolorami tęczy

Na Sri Lance nie tylko pawie mienią się różnymi kolorami tęczy

Jadąc dalej byliśmy też świadkami ciekawego ptasiego starcia. Dwa kruki próbowały odgonić orła od gniazda (na drzewie poniżej), najprawdopodobniej żeby skonsumować jego jaja. Spędziliśmy dobre 10 minut obserwując tę walkę. Wbrew pozorom, mimo że orzeł był znacznie większy wcale nie miałem poczucia, że jest pewnym zwycięzcą.

Kruki próbują odgonić orła od gniazda

Kruki próbują odgonić orła od gniazda

Z zarośli później pojechaliśmy nad bagniste tereny i jeziora, które też są typowym elementem krajobrazu w tym parku narodowym. Tam ptaków było jeszcze więcej – zobaczyliśmy między innymi dławigady indyjskie, zwane też „malowanymi bocianami” – są trochę inne od naszych, ale mimo wszystko to też bociany.

Dławigad Indyjski, Painted Stork, Malowany Bocian... jak zwał tak zwał...

Dławigad Indyjski, Painted Stork, Malowany Bocian… jak zwał tak zwał.

Ciekawe okazy fauny czaiły się też w wodzie. Czasami nie łatwo było je wypatrzyć…

Krokodyl czai się na ofiarę, albo... zastanawia nad sensem istnienia, obmyśla plan przejęcia władzy nad światem.

Krokodyl czai się na ofiarę, albo… zastanawia nad sensem istnienia, obmyśla plan przejęcia władzy nad światem.

Po zwiedzeniu bagien ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie ukrywam, że z wielkim żalem bo parku mógłbym spędzić nie tylko cały dzień, ale co najmniej tydzień i pewnie bym się nie znudził. Chociaż musiałbym się zaopatrzyć chyba w kilkadziesiąt dodatkowych kart do aparatu – bo obiektów do fotografowania tam nie brakuje.

"Uśmiech proszę... "

„Uśmiech proszę… „

Kameleon, któremu nie do końca udało się zalać z otoczeniem

Kameleon, któremu nie do końca udało się zlać z otoczeniem, pewnie dlatego taki smutny

Podsumowując: czy warto jechać do Uda Walawe? Bez wątpienia tak.  Chociaż zachęcając kogokolwiek do wizyty w podobnym parku mam mieszane uczucia. Dla mnie te kilka samochodów w kolumnie to było już za dużo – tymczasem słyszałem, że Yala czasami wygląda to jeszcze gorzej, bo kontrola nad tym ile aut wjeżdża na teren jest dość słaba. Zdarza się, że wielka grupa minibusów dosłownie goni za zwierzętami tak długo jak jest w stanie. W Lonely Planet czytałem, że w 2011 roku pracownicy znaleźli martwego leoparda, który podobno miał być przejechany przez jeepa…

Niestety dopóki Lankijczycy sami nad tym nie zapanują, nie wprowadzą limitów pewnie niewiele się zmieni. To co zawsze jednak możemy zrobić to porozmawiać z kierowcą przed wyjazdem, powiedzieć mu czego oczekujemy, jak sobie wyobrażamy nasz pobyt żebyśmy przynajmniej my nie dokładali do tego swojej cegiełki.

Komentarze:

komentarzy