KropkiNaMapie.pl


Michał Janczura 9 lutego 2014 Aktualności Relacje

Jak dojechać do Gruzji. Prom z Odessy, czyli przeprawa dla wytrwałych [wyprawa rowerowa GRUZJA]

Można polecieć samolotem i być w Gruzji za trzy godziny, ale lądem i morzem jest zdecydowanie ciekawiej. Po drodze zwiedzamy Odessę, poznajemy co znaczy korupcja w ukraińskich pociągach i docieramy do Batumi. Po drodze oczywiście mnóstwo przygód.

Widok na port w Ilcziewsku

Widok na port w Ilcziewsku

To był początek wyprawy na Zakaukazie. Z rowerami trudno podróżować samolotem (obiecuję, zrobię o tym oddzielny wpis). Wybraliśmy więc przeprawę promem. W końcu, kto człowiekowi z długim urlopem zabroni!

Najpierw dojeżdżamy rowerami do granicy z Ukrainą. Potem już jazda na rowerze graniczy z cudem. Chyba nie trzeba Wam tłumaczyć, że ukraińskie drogi potrafią każdego doprowadzić do szału. Zresztą, pisałem Wam już o tym koszmarze.

Czytaj więcej: Gorgany: nieznane góry, które koniecznie musicie zobaczyć

Po koszmarze na drodze dojeżdżamy do Lwowa, gdzie zaczyna się koszmar kolejowy. Okazuje się, że pociąg do Odessy jest i że nawet odjeżdża za chwilę, ale nie ma miejsc. Pani w kasie wzruszyła bezradnie ramionami i zapewniała, że nic nie da się zrobić. Dało się, ale do dziś się wstydzę, że dałem łapówkę. Tak, dobrze słyszycie: dałem łapówkę, bo inaczej się tam nie da. Cały problem polega na tym, że tak się tam jeździ. Każdy wagon ma swojego konduktora. Idziemy do jednego z nich, pytamy czy jest miejsce i nagle okazuje się, że jest. Zamiast za bilet płacimy panu konduktorowi, a w zamian za to mamy miejsce między toaletą a lokomotywą. Koszt: około 80 złotych. A warunki jak na załączonym obrazku. Jakieś dwa metry kwadratowe dla dwóch osób i dwóch rowerów. Klasa biznes :)

Specjalne miejsce w pociągu Lwów - Odessa

Specjalne miejsce w pociągu Lwów – Odessa

 

Odessa jest piękna i trochę inna niż Ukraina zachodnia, ma też inny klimat niż Kijów. Może kiedyś więcej o tym opowiem. Dziś zostawiam Was z widokiem dworca kolejowego :)

 

Dworzec w Odessie, fot, mj

Dworzec w Odessie, fot, mj

Dotarcie na prom do Gruzji nie jest takie proste. Po pierwsze trzeba odebrać bilet w centrum Odessy i spotkać się z legendarnym panem Wlado, obsługujący ruch pasażerski w firmie UkrFerry, która pływa do Batumi. Uwierzcie mi, wszyscy na promie wspominali to spotkanie. Po pierwsze Wlado dość specyficznie mówi po angielsku, po drugie, to co zapowiadał i obiecywał, nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Bilet dostaliśmy i jedziemy do portu w miejscowości Ilcziewsk. Jakieś dwadzieścia kilometrów od Odessy. Wsiadamy i czekamy. Potem czekamy i czekamy, a potem jeszcze czekamy. Po 14 godzinach prom wreszcie odbił od brzegu i płynął. Potem płynął i płynął przez trzy dni, widoki były takie:

 

Morze Czarne, fot, mj

Morze Czarne, fot, mj

Poznaliśmy wszystkich na promie, naprawiliśmy rowery, a jedyną rozrywką były paskudne śniadania, obiady i kolacje. Na niebie przez trzy dni nie było nawet jednej chmurki, ale było wesoło

 

Naprawa roweru, prom do Batumi, fot. mj

Naprawa roweru, prom do Batumi, fot. mj

Płynęli Australijczycy, Czesi, Niemcy, Rosjanie, Polacy, no i rzecz jasna Gruzini. Musiało być fajnie. Dla takiego widoku warto było płynąć nawet i trzy dni:

Batumi, widok z morza, fot. mj

Batumi, widok z morza, fot. mj

 

„Batumi, ech Batumi”. Pamiętacie? Ja nie, ale podobno była taka piosenka i słowo Wam daję, nie widziałem tam ani jednego pola herbacianego. O największym kurorcie Gruzji i niezwykłym noclegu pod molo już niebawem.

PRAKTYCZNIE: Cena podróży promem to około 500 złotych. W sieci znajdziecie informacje, że UkrFerry nie zabiera turystów, ale zawsze jest kilka lub kilkanaście miejsc. Na promie, wbrew zapewnieniom pracowników firmy (MR. Wlado wiedzie tu prym)  jest kiepskie jedzenie i drogi bar. Lepiej zabrać coś ze sobą.

Komentarze:

komentarzy