KropkiNaMapie.pl


. 14 sierpnia 2013 Aktualności Relacje Wasze teksty

Festiwalu Fringe w Edynburgu

- Dla przeciętnego Szkota sierpień w Edynburgu to przede wszystkim hałas, uliczny tłum i wielkie turystyczne oblężenie - pisze Justyna Mańkowska.

Niezbyt duże szkockie miasto, liczące około 500 tysięcy mieszkańców, co najmniej podwaja swoją populację, kiedy w ciągu ostatnich wakacyjnych tygodni przyjmuje 600 tysięcy gości z czterech krańców świata

fringe_1Ale największe oblężenie trwa w kilkuset teatrach i scenach festiwalowych, przez które przetacza się ponad 20 tysięcy artystów i performerów. – Festiwal Fringe (fringe: „na obrzeżach”) jest całkowicie liberalny i otwarty dla sztuki teatralnej, bez względu na gatunek i jakość – opowiada Neil McKinnon szef spraw zagranicznych festiwalu. Dlatego na Fringe możemy zobaczyć tyle samo świetnych, co bardzo słabych spektakli.

Początki Fringe

- Przez 64 lata festiwalu odkryto tu cala masę niezwykłych talentów, ale w tym samym czasie tysiące artystów zostało spuszczonych przez krytyków i publiczność do rynsztoka – dodaje Neil i opowiada jak wszystko się zaczęło: – Kiedy powstawał najstarszy , oficjalny Międzynarodowy Festiwal w Edynburgu, organizatorzy „zapomnieli ” na niego zaprosić osiem liczących się brytyjskich teatrów. Wykluczeni artyści i tak przyjechali i zagrali na obrzeżach oficjalnego Edinburgh International Festival. I Tak powstał Fringe.

fringe_4Fringe to wolność, rozrywka, różnorodność i niezwykła kreatywna siła. W przeciwieństwie do jego dużego wyszukanego brata – Międzynarodowego Festiwalu – Fringe nie jest kontrolowany przez kuratorów sztuki. Tutaj rządzą pieniądze. Żeby pokazać swój spektakl, trzeba zapłacić – od wynajęcia jednej ze scen, przez promocję, po noclegi i wyżywienie. Koszt dla przeciętnego teatru to ok.30 tysięcy funtów. Ci, którzy nie mają takiego kapitału występują na ulicy.

Festiwal na ulicy

Ulubionym miejscem ulicznych artystów jest Royal Mile. Królewska Mila przecina stare centrum miasta i ciągnie się od szczytu wygasłego wulkanu, gdzie stoi średniowieczny zamek, a kończy przy pałacu Holyrood i współczesnym szkockim parlamencie. Jakieś 700 lat temu przez Royal Mile turlano czarownice w naszpikowanych gwoździami beczkach. Dziś na tym samym bruku można zobaczyć aktorki w średniowiecznych kostiumach wcielające się w historyczne wiedźmy.

fringe_3Do końca sierpnia pełno tu połykaczy ognia, tańczących tybetańskich mnichów i lalkarzy. Ale na Royal Mile obok ulicznych artystów, występują też artyści teatralni, Od rana kuszą potencjalną publiczność niezwykłymi strojami, muzyką i darmowymi biletami na swoje zamknięte widowiska. Royal Mile to dosłownie targowisko sztuki. Tym bardziej, że – jak mówi Neil McKinnon – festiwal co roku przynosi miastu średnio 75 milionów funtów zysku.

Tekst i zdjęcia: Justyna Mańkowska

Wybierasz  na festiwal do Edynburga? Zaplanuj pobyt klikając tu.

Komentarze:

komentarzy