KropkiNaMapie.pl


Tomasz Nowak 20 sierpnia 2013 Aktualności Językiem po mapie

Jordania: Hashem, czyli tam, gdzie król chodzi… z zakrytą twarzą

Do Hashem trafiłem zupełnie przypadkiem, zwabiony tym, że w środku siedziało dużo osób. Później o tym miejscu opowiadałem taksówkarzowi, mówiąc, że nie pamiętam nazwy restauracji, ale jadłem tam najlepszy hummus w życiu. Odpowiedział bez wahania: to na pewno byłeś w Hashem. Sprawdziłem - miał rację.

jordania_gloowneRestaurację Hashem od ponad pół wieku prowadzi turecka rodzina. Z zewnątrz nie wyróżnia się niczym szczególnym. Niektórych wręcz może odstraszać: plastikowe stoły, o ich czystości Kamil Durczok pewnie miałby Rurkowi coś do powiedzenia… Do tego jedzenie podawane na papierowych kartkach…

Jeżeli będziecie mieli wątpliwości, zdecydowanie warto się jednak przełamać.

jordania_zzewnatrzKiedy pierwszy raz wszedłem do środka i się rozejrzałem okazało się, że wszystkie stoliki są zajęte. Szybko złapał mnie kelner i widząc, że chcę wychodzić stwierdził: ‚no problem’ i usadził mnie obok jakiegoś Jordańczyka, który siedział sam. Okazało się, że menu nie ma. Padło tylko pytanie: ‚Hummus and falafel?’. Uznałem, że ‚czemu nie’ i na propozycję przystałem. Po chwili rozejrzałem się i okazało się, że wszyscy konsumują mniej więcej ten sam zestaw, który kilka chwil później pojawił się i na moim stole.

jordania_zestawWspomniany zestaw składał się z pity, hummusu, pakietu falafelowych kulek, sałatki złożonej z pomidorów, kawałków cebuli i mięty, a na popitkę herbata. Sztuców nie ma, jemy ręcyma (warto ze sobą wziąć jakieś mokre chusteczki do rąk albo żel odkażający bo rąk nie ma gdzie umyć, toalety dla gości brak).

Wzorem towarzysza mojego posiłku od razu cześć mięty ulokowałem w herbacie i zabrałem się za hummus. Nie ukrywam, że bardzo lubię to danie, lub jak kto woli przekąskę. W tym przypadku zainteresowały mnie dodatki. Oprócz oliwy na paście znajdowały się całe ziarna ciecierzycy oraz warzywa ? nie udało mi się ich wszystkich zidentyfikować, ale wydaje mi się, że była tam m.in. papryka.

Oderwałem więc kawałek pity, zanurzyłem w hummusie i wziąłem pierwszy kęs. Specjalistą o kuchni arabskiej nie jestem, ale miałem już parę okazji jej próbować i zdecydowanie był to najlepszy hummus jaki jadłem. Sama pasta bardzo delikatna, lekka w konsystencji. Do tego bardzo dobra oliwa ? i te dodatki… Nadawały one całości bardzo ciekawy ostrawy smak.

jordania_hummusFalafel również mnie nie rozczarował. Delikatny, idealnie dobrane przyprawy i przede wszystkim nie przesiąknięty olejem, co często psuje smak.

Przegryzając na zmianę hummus z falafelem zacząłem też sięgać po sałatkę. Pomidory w towarzystwie mięty niektórych mogą dziwić, ale polecam. Mnie do tej pory dziwią natomiast Jordańczycy, gryzący spore kawałki cebuli prawie jak jabłko… Nic do cebuli nie mam, ale w takich rozmiarach i ilościach wolę jednak jabłka.

Całością naprawdę się najadłem. Rachunek: 2 JD, czyli obecnie około 9 zł. Przyzwoicie.

jordania_falafelRestauracja Hashem później jeszcze wiele razy przewijała się w moich rozmowach z Jordańczykami. Nie tylko w tej przytoczonej na początku, z taksówkarzem.

Na przykład parę dni później zaczepił mnie w Ammanie starszy pan. Nic nie chciał, po prostu szliśmy w tym samym kierunku, więc się przywitał i zapytał skąd jestem (tak, w Jordanii to normalne). Gdy powiedziałem, że z Polski, padło nazwisko, którego chyba nigdy bym się nie spodziewał. Najczęściej w takiej sytuacji obcokrajowcy wymieniają Lecha Wałęsę albo Jana Pawła II. Tym razem była to… Maria Curie-Skłodowska… Okazało się, że Pan był nauczycielem i sporo o niej czytał. Stwierdził, że to była bardzo mądra kobieta, tak zresztą jak jej mąż. A mądrością dorównywali jego zdaniem jordańskiej królowej i królowi…

Wspominając o królewskiej parze zapytał, czy byłem już w Hashem. Jak mi mówił krążą legendy, że jordański monarcha tak bardzo lubi jedzenie z tej restauracji, że czasami wpada tam niespodziewanie. Żeby nikt go nie rozpoznał przychodzi jednak z zasłoniętą twarzą, szybko zjada falafela i wychodzi…

To legenda, ale faktem jest, że parę lat temu jordański król zupełnie oficjalnie przyszedł z rodziną coś przekąsić do Hashem ? czym zresztą restauracja chwali się do dziś.

Komentarze:

komentarzy