KropkiNaMapie.pl


Tomasz Nowak 14 sierpnia 2013 Aktualności Testy i recenzje

„Kropka na niebie” czyli relacja z lotu Royal Jordanian

Zdecydowałem się podzielić z Wami wrażaniami z tego lotu, bo sam przed wyjazdem szukałem w sieci opisów, czego mniej więcej mogę spodziewać się po Royal Jordanian i na polskich stronach nie ma wielu relacji.

Linia nie jest w naszym kraju zbyt znana, ale obsługuje 57 kierunków na czterech kontynentach, więc może komuś z Was przydadzą się te informacje.

skrzydloRoyal Jordanian to jordańskie narodowe linie lotnicze. Wśród wspomnianych 57 kierunków są między innymi Londyn, Nowy Jork, Montreal, Bangkok, Paryż, Dubai. Linia aspiruje do czołówki przewoźników z Bliskiego Wschodu.

Na początku od razu zaznaczę, że moja relacja to wrażenia tylko z jednego lotu, więc daleki jestem od generalizowania ? zawsze jednak jakiś obraz można na tej podstawie nakreślić.

Z Royal Jordanian leciałem z Berlina Tegel (TXL) do stolicy Jordanii Ammanu (AMM) na pokładzie Airbusa A321. Regulaminowy czas lotu to 4 godziny 10 minut. Jeszcze przed startem dostaliśmy wiadomość, że samolot spóźni się o 15 minut, ostatecznie wylądowaliśmy mniej więcej 20 minut po czasie.

samolotPierwsze wrażenie po wejściu było dość przyjemne. Uśmiechnięte stewardessy, w środku może nie ekskluzywnie, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to linia o trochę wyższym standardzie. Układ siedzeń dość standardowy ? w klasie ekonomicznej 6 w rzędzie, w business (czyli tutaj ‚Crown Class’) 4. Fotele wygodne, regulowany zagłówek, mam ponad 180 cm wzrostu i na siedzeniu czułem się dość komfortowo.

Pozytywny obraz trochę psuł stan czystości samolotu ? tu jakieś stare okruchy w kącie pod siedzeniem, tam przyklejona guma do żucia, ale na przykład toalety były bardzo czyste (pierwszy raz spotkałem się z tym, że stewardessy w czasie lotu wycierały ściereczką z płynem klamki w toaletach, nie wiem, czy to jednorazowy przypadek bo ktoś czyś je wybrudził, ale widziałem na własne oczy).

Widać było też że maszyna ma już swoje lata. Można było trafić na wyrwane kieszonki przy siedzeniach, wyłamane podstawki pod kubki. Ale też żeby nie przesadzić: nie miałem poczucia, że lecę w syfie, po prostu samolot nie był idealnie wysprzątany i ewidentnie trochę już wylatał.

jedzeniePierwszy objazd z wózeczkiem stewardessy zaczęły tuż po starcie. Na początek dostaliśmy napoje: do wyboru były standardowe soki, napoje gazowane typu Cola, Sprite oraz alkohole. Tych ostatnich był dość szeroki wybór: piwo, wino białe, czerwone, wódka, whisky, tonic ? same, z lodem, albo w drinkach.

Karty drinków nie było, ale z pewnością Bloody Mary z pewnością leciała z nami, bo poprosiłem o sok pomidorowy, a jak przeczytałem na etykietce dostałem półprodukt do jej przygotowania ? sok z solą i ostrymi przyprawami w puszce. Całkiem smaczny. Jako przekąskę każdy dostał też małą paczkę libańskich orzeszków ziemnych. Był to można powiedzieć swego rodzaju aperitif.

Danie główne wjechało na stoliki mniej więcej 20-30 minut później ? a zapowiedziało je rozdanie chusteczek odświeżających, co zawsze oznacza zbliżający się obiad.

Do wybory były: kurczak, wołowina i ryba ? więc po krótkim namyśle przed moim nosem wylądował kurczak. W zestawie dostałem też sałatkę z pomidorów i rukoli, tradycyjny zestaw buła plus masło oraz kawałek ciasta (chyba ‚murzynek’). I do tego napoje jak wyżej. Jeżeli chodzi o narzędzia do konsumpcji ? sztućce były metalowe, czyli na bogato.

Jeżeli chodzi o danie główne, biorąc pod uwagę jakie potworki kulinarne potrafią zaserwować większe linie lotnicze, tutaj z czystym sumieniem w pięciostopniowej skali daję minimum 4 punkty. Dodatki, czyli sałatka i ciasto też były niczego sobie. Dziwnie się czuję pisząc to o samolotowym żarciu, ale to mi po prostu… smakowało.

rozrywkaMaszyna wyposażona była też w system Audio-Video On Demand. Każdy na poprzedzającym go fotelu miał przed sobą ekranik obsługiwany zamontowanym w podłokietniku pilotem na kablu. Jeszcze przed startem stewardessy rozdały wszystkim jednorazowe zestawy czerwonych słuchawek.

Jeżeli chodzi o ofertę to wydaje mi się, że nie ma co narzekać. Znalazłem tam sporo kina arabskiego i boliwoodzkiego, ale nie brakowało też kilkudziesięciu produkcji rodem z Hollywood ? w tym 50 oskarowych, które linia udostępniła z okazji obchodzonego w tym roku 50-lecia istnienia. (do wyboru były między innymi: Odyseja Kosmiczna, Alien, Amadeus, Beautiful Creatures, Bonnie and Clyde, Cars 2, Dirty Harry, Edward Nożycoręki, Gladiator, Good Will Hunting, Hud, JFK, Szczęki, Władca Pierścieni, Mordestwo w Orient Expressie, Piraci z Karaibów, Matrix, The Artist itd.). Filmy najczęściej miały napisy w języku angielskim, arabskim, a czasami też francuskim i niemiecki. Oprócz filmów do wyboru były też najróżniejsze seriale (łącznie z tymi w miarę nowymi jak Big Bang Theory), dokumenty oraz w specjalnym dziale dla dzieci: kreskówki.

ekranW sekcji Audio znalazłem natomiast sporo modlitw z Koranu, równie dużo muzyki z Bliskiego Wschodu, ale były też takie działy jak jazz, czy pop z płytami np. Adele, Annie Lennox, Beyonce, Britney Spears, Bruno Marsa, Depeche Mode i… Justina Biebera. Miej opcji mieli natomiast fani słowa czytanego ? w systemie były tylko cztery audiobooki – po angielsku, m.in. Agathy Christie).

Całość systemu rozrywki uzupełniały proste gry, mapa z informacją, gdzie w tym momencie jesteśmy oraz krótkie opisy Royal Jordanian.

havilland1Dodam jeszcze, że loty Royal Jordanian z Polski obsługuje w ramach sojuszu Oneworld linia Air Berlin (bo jeżeli chodzi o całą podróż to zacząłem ją właśnie w Warszawie). Do Berlina przyszło mi lecieć z nimi samolotem, którym do tej pory nie miałem jeszcze okazji podróżować ? Havilland DHC-8 400. I chyba nie tylko dla mnie to była pierwsza podroż maszyną tego typu, bo natychmiast po wyjściu z autobusu, który podwiózł nas do samolotu około 10 osób innych pasażerów zaczęło robić zdjęcia, a obsługa musiała wręcz zaganiać ich (a uczciwie mówiąc nas) na podkład bo każdy szukał najlepszego ujęcia.

DHC-8 to samolot turbośmigłowy, niewielkich rozmiarów, w środku ma kilkadziesiąt miejsc. Jeżeli miałbym opisać lot na jego pokładzie to słowa ‚komfortowy’ raczej bym nie użył. Generalnie mało miejsca, przejście pomiędzy siedzeniami bardzo wąskie, a gdy korzystałem z toalety miałem poczucie, że jestem w chatce krasnoludków.

havilland2Do tego w trakcie startu i przy podchodzeniu do lądowania tak nas wytrzęsło, że kobieta obok mnie sięgnęła nawet po papierowy woreczek ? ale na sięganiu na szczęście się skończyło, więc można uznać, że nie było tak źle.

Przy wysiadaniu, na pożegnanie stewardessy rozdawały czekoladki w kształcie serduszek… Panią od papierowej torebki straciłem z oczu, ale wyobrażam sobie, że po takich przejściach musiała być zachwycona podarkiem i natychmiast go skonsumować…

Komentarze:

komentarzy