KropkiNaMapie.pl


Tomasz Nowak 3 września 2013 Aktualności Relacje

Morze Martwe: lepiej nie kąpać się po goleniu

Morze Martwe, położne w najniższym punkcie na powierzchni ziemi, to też jeden z najbardziej zasolonych naturalnych zbiorników wodnych. W związku z tym może nam zaserwować pełen pakiet doznań, od całkiem przyjemnych do niemal masochistycznych.

Kryształy soli nad Morzem Martwym przybierają najróżniejsze kształty, fot. Tomasz Nowak

Kryształy soli nad Morzem Martwym przybierają najróżniejsze kształty, fot. Tomasz Nowak

Nad Morze Martwe wybrałem się na jeden dzień, podczas krótkiego sierpniowego pobytu w Ammanie. Początkowo chciałem pojechać tam sam autobusem, ale okazało się, że bezpośredni jeździ na plażę tylko raz w tygodniu – w piątek, czyli pierwszy dzień lokalnego weekendu (Jet Bus: cena 10 JD, czyli teraz ok. 45 zł). W inne dni trzeba jechać dwoma autobusami, a później jeszcze łapać taksówkę. Niestety potem jest problem z powrotem bo nad morzem ciężko znaleźć taxi.

Ostatecznie zdecydowałem się więc na transport hotelowy. Jordan Tower Hotel, w którym się zatrzymałem, organizuje różnego rodzaju wycieczki, a właściwie sam przejazd dla swoich gości do rożnych turystycznych miejsc (bez wymuszonego odwiedzania zaprzyjaźnionych sklepów z pamiątkami i restauracji). Za 23 JD (czyli około 103,5 zł)  miałem transport samochodem na plażę, po drodze z przerwami na wejście na Górę Nebo, zwiedzanie Madaby i wizytę w Dead Sea Panoramic Complex.

Góra Nebo w Jordanii. To stąd Mojżesz miał zobaczyć ziemię obiecaną, fot. Tomasz Nowak

Widok z Góry Nebo w Jordanii. To stąd Mojżesz miał zobaczyć ziemię obiecaną, fot. Tomasz Nowak

Pierwszym przystankiem była Góra Nebo (bilet wstępu: 1 JD, czyli ok. 4,50 zł). To z niej Mojżesz miał zobaczyć Ziemię Obiecaną. Miejsce z jednej strony symboliczne, z drugiej oferujące całkiem ładny widok.

W Madabie najważniejszym punktem jest bizantyjska mozaika z VI wieku n.e., przedstawiająca mapę Palestyny i Dolnego Egiptu w bazylice św. Jerzego (bilet też 1 JD, czyli ok. 4,50 zł). Pewnie wiele osób zainteresuje, ale mnie jakoś nie urzekła. Mozaika jak mozaika… Chyba generalnie mozaiki to nie jest coś, co wywołuje u mnie dreszcz emocji…

W przeciwieństwie na przykład do takich widoków jak ten:

Największa depresja na Ziemi - Morze Martwe, fot. Tomasz Nowak

Największa depresja na Ziemi – Morze Martwe, fot. Tomasz Nowak

To widok z Dead Sea Panoramic Complex (wstęp 2 JD, czyli około 9 zł). Kompleks oprócz niesamowitego punktu widokowego oferuje też restaurację i muzeum dotyczące Morza Martwego. Można się w nim dowiedzieć między innymi jak powstało, jakie zwierzęta żyją w okolicy i że nie do końca jest martwe bo w wodzie odkryto kolonie bakterii.

Spora część wystawy poświęcona jest również problemowi zanikania Morzą Martwego, którego poziom z każdym rokiem coraz bardziej się obniża. Woda w tym regionie to cenne dobro i okoliczne kraje maksymalnie wykorzystują dostępne źródła. W efekcie na przykład ilość wody, która płynie rzeką Jordan to już tylko 10 procent tego, co płynęło sto lat temu ? a to właśnie Jordan głównie zasila Morze Martwe.

Poniżej możecie zobaczyć w jakim tempie umiera Morze Martwe. Do prognozy na 2400 rok bym się raczej nie przywiązywał, bo widziałem już też takie, według których zbiornik może niemal zniknąć w ciągu kilkudziesięciu lat.

Jak się zmniejsza Morze Martwe, fot. Tomasz Nowak

Jak się zmniejsza Morze Martwe, fot. Tomasz Nowak

Po zwiedzaniu w końcu czas na kąpiel w morzu. Zjeżdżamy w dół serpentynami do najniższego miejsca na Ziemi ? bo Morze Martwe położone jest w największej depresji (minus 418 metrów poniżej poziomu morza), która w związku z wysychaniem cały czas się powiększa.

Trzeba uważać na technikę jazdy, jechać na niskim biegu – przy tej temperaturze i nachyleniu łatwo można stracić hamulce. I chyba było już trochę takich przypadków, bo co kilkaset metrów są specjalne ‚rampy bezpieczeństwa’ ? jeżeli mamy problem, możemy odbić w prawo i tam wyhamować na wale z ziemi. Przyjemne z pewnością to nie będzie, ale zawsze to lepsze niż przyspieszony kurs latania, po tym jak rozpędzeni spadniemy samochodem z urwiska.

Zamiast lotu nad urwiskiem, kontrolowane hamowanie na wale z ziemi, fot. Tomasz Nowak

Zamiast lotu nad urwiskiem, kontrolowane hamowanie na wale z ziemi, fot. Tomasz Nowak

W końcu dotarliśmy na Amman Beach. Wstęp nie jest tani ? 16 JD (ok. 72 zł) ? ale to i tak jedna z tańszych plaż nad Morzem Martwym w Jordanii. Po prostu najlepsze kawałki piasku wykupiły  hotele i różnego rodzaju ośrodki. Z tego co mówili mi Jordańczycy są też publiczne darmowe plaże, ale nie ma na nich żadnej infrastruktury (czyli nawet nie opłuczemy się prysznicem z soli po wyjściu z wody, co w tym przypadku jest wręcz konieczne).

Amman Beach jest w sumie dość dobrze wyposażona. Są przebieralnie, toalety z prysznicami, zamykane szafki na ubrania. Do tego dwa baseny ze słodką wodą (przyjemna odmiana po słonej kąpieli),  bar, restauracja. Ceny w tym ostatnich delikatnie mówiąc do najniższych nie należą, np. soczek pomarańczowy 200 ml ? cena: 3 JD, czyli około 13,50 zł… A pić się chce niesamowicie, bo słońce ostro przypieka. Warto więc zabrać zapas płynów ze sobą. No dobra, idziemy do wody…

Schody prowadzące na Amman Beach, bez klapek nie wchodzić, fot. Tomasz Nowak

Schody prowadzące na Amman Beach, bez klapek nie wchodzić, fot. Tomasz Nowak

Po przebraniu się, bardzo szybko uświadomiłem sobie czego zapomniałem… Klapki… A tu to rzecz ? zwłaszcza w sierpniu – absolutnie konieczna bo płytki i piasek są tak nagrzane, że naprawdę parzą w stopy. I pisząc parzą nie przesadzam ? czasami śmiesznie to wygląda, jak ludzie różnymi technikami próbują przebiec w cień i biegnąc kombinują, żeby jak najmniejszą częścią stopy dotykać podłoża.

Szkoda mi było tylko kilkuletniego dziecka, które po kilku krokach aż się rozpłakało z tego powodu ? i nie wiedziało, czy stać, czy iść, przestępowało z nogi na nogę i z każdą chwilą płakało coraz bardziej.

Po kilku pierwszych krokach, zdecydowałem: koniec podpiekania, z powrotem zakładam buty i  zdejmę je jak najbliżej wody się da.

Morze Martwe: sól osadza się na wszystkim... fot. Tomasz Nowak

Morze Martwe: sól osadza się na wszystkim… fot. Tomasz Nowak

Zbliżając się do brzegu dowodów na ogromne zasolenie Morza Martwego specjalnie nie trzeba szukać. Od razu rzucają się w oczy całe płaty skrystalizowanej soli. Białe kryształki osadzają się na wszystkim: kamieniach, piasku, ogrodzeniu i śmieciach, które też niestety można tam znaleźć.

Płat soli z Morza Martwego... a w tle wszechobecne śmieci..., fot. Tomasz Nowak

Płat soli z Morza Martwego… a w tle wszechobecne śmieci…, fot. Tomasz Nowak

Woda po wejściu wydaje się jakby oleista. I szybko przypomina nam o każdym najdrobniejszym zadrapaniu jakie mieliśmy. Piecze strasznie. Podobno szczytem masochizmu jest ogolenie się przed taką kąpielą. Jako, że usłyszałem o tym wcześniej, profilaktycznie zaniechałem tego elementu porannej toalety.

Temperatura wody prawie jak w wannie ? musiałem poważnie oddalić się od brzegu, żeby chociaż trochę mnie ochłodziła. Próbowałem pływać. Na brzuchu nie ma szans ? ewentualnie pieskiem. Woda tak wypycha nogi, że macha się nimi prawie w powietrzu. Znacznie lepiej idzie pływanie na plecach.

Ale żeby utrzymać się na wodzie nie trzeba robić nic ? zasolenie w okolicach 30 procent zastępuje kamizelkę ratunkową, wystarczy się położyć. Dookoła sporo osób pstrykało robiło sobie dość typowe zdjęcia, jak leżąc na wodzie czyta książkę albo gazetę. Generalnie niezła zabawa :)

Żeby unosić się na wodzie w Morzu Martwym nie trzeba robić kompletnie nic, fot. Tomasz Nowak

Żeby unosić się na wodzie w Morzu Martwym nie trzeba robić kompletnie nic, fot. Tomasz Nowak

W czasie tej zabawy trzeba jednak uważać, żeby woda nie dostała się nam do oczu, bo znowu będzie piekło. Również się o tym boleśnie przekonałem. I najgorsze jest to, że nawet nie można ich dotknąć mokrymi rękami bo jest jeszcze gorzej…Trzeba wyjść z wody po ręcznik albo pod prysznic, a tu znowu piasek parzy…  Po kilku takich kursach zrozumiałem, dlaczego większość osób siedziała jednak nad basenami…

Z tego co zauważyłem wiele osób przychodzi na plaże jedynie, żeby wysmarować się morskim błotem. Zresztą nie trzeba się nawet fatygować do wody ? już przy wejściu stoi wiadro z ciemną mazią która dzięki specyficznemu składowi podobno nawet Shreka potrafi przemienić w pięknego księcia. Błoto trochę śmierdzi, ale w końcu czego się nie robi żeby być pięknym. Zanim to osiągniemy najpierw trzeba przejść jeszcze etap w którym wyglądamy jak górnik po szychcie.

Błotko z Morza Martwego - może nie wygląda zachęcająco, ale podobno działa cuda, fot. Tomasz Nowak

Błotko z Morza Martwego – może nie wygląda zachęcająco, ale podobno działa cuda, fot. Tomasz Nowak

W ramach ciekawostki dodam jeszcze, że większość kobiet, które widziałem na plaży i nad basenami to muzułmanki, które raczej nie mogły skorzystać z cudownych właściwości błotka. Duża część z nich była w pełni ubrana.

Najbardziej współczułem tym w czarnych strojach, które świat zewnętrzny oglądały jedynie przez ciemną firankę wszytą na wysokości oczu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak mogło im być gorąco na takim słońcu.

Ale warto zaznaczyć również, że można już dzisiaj kupić w sklepach plażowe stroje dla muzułmanek. Jest to na przykład burkini. Jego nazwa powstała z połączenia słów ‚burka’ i ‚bikini’. A jak wygląda możecie zobaczyć na tym zdjęciu:

Burkini, czyli skrzyżowanie burki z bikini, fot. Tomasz Nowak

Burkini, czyli skrzyżowanie burki z bikini, fot. Tomasz Nowak

Inne ciekawostki na temat Morza Martwego:

  • Z formalnego punktu widzenia Morze Martwe wcale nie jest morzem tylko jeziorem
  • Wbrew powszechnej opinii to nie jest najbardziej zasolone jezioro na świecie ? w czołówce najbardziej słonych zbiorników wymieniane są: jezioro Patience w Kanadzie, staw Don Juan na Antarktydzie i jezioro Asal w Dżibuti
  • Od czasu do czasu na powierzchni wody pojawiają się bryły asfaltu, który najprawdopodobniej wystaje się z wnętrza ziemi przez szczeliny w dnie
  • Egipcjanie używali błota z Morza Martwego w trakcie przygotowania mumii

 

Komentarze:

komentarzy