KropkiNaMapie.pl


. 19 maja 2015 Relacje Wasze teksty

Rafting w Dolomitach i Jeepem przez Tyrol Południowy

Majestatyczne szczyty okalają z obu stron potężną dolinę, dnem której płynie rzeka Eisack. A rzeką Eisack płyniemy my. Poczytajcie o raftingu w Dolomitach i wyprawie Jeepem przez Tyrol Południowy. To część pierwsza.

RAFTING (2)

 

Oto pierwsza część relacji z prawdziwej przygody, jaką jest wyprawa do Tyrolu Południowego, na którą pojechałem dzięki uprzejmości National Geographic Polska i magazynu National Geographic Traveler. Wyprawa nazywa się Traveler Adventure Team i możecie śledzić z niej relację na żywo TU.

Ledwo zdążyliśmy wstać (no dobra, rano wykąpać się w basenie i zjeść pyszne śniadanie), a już trzeba było wsiąść w potwory, którymi tu przyjechaliśmy:

JEEP

 

i ruszyć na rafting. Od razu przyznaję, jestem żółtodziobem. Ale to, co przeżyliśmy, było naprawdę rewelacją. Na poziomie expert. Na rzece, którą płynęliśmy, trenuje włoska kadra na mistrzostwa świata w raftingu. Dodam, że ten tytuł mistrza zdobyła i szkoliła właśnie nas, przekonując, że trudno o lepszą rzekę niż Eisack, by zacząć swoją przygodę z raftingiem. Nie wiem, jak Wy, ja im wierzę.

Półtorej godziny spływu minęło w okamgnieniu. Ale Traveler Adventure Team nie próżnuje. Nie wiecie, co można robić w Dolomitach, kiedy śnieg już stopnieje? No, to poznajcie wodospady

Cascate di Stanghe. Behold!

CASCATE

Dziki, wyszarpany przez potworną siłę wody wąwóz leży w dolinie Alta Val d’Isarco nieopodal Vipiteno. Przez setki lat skromna początkowo rzeczka wyrąbała sobie w skale przejście, które dziś jest dostępne dla turystów dzięki systemowi przewieszonych nad przepaścią mostków.

STRUMYK

Miejscami grzmot wody jest tak głośny, że trzeba do siebie wrzeszczeć. Cała droga jest dość krótka, pod górę i z powrotem to około 7 km, z początku łatwą ścieżką zboczem góry, później dobrze skonstruowanymi, wygodnymi mostkami na przepaścistym kanionem. Dwie-trzy godziny i gotowe. Dlaczego aż tak długo? Bo ciągle będziecie się zatrzymywać i robić zdjęcia. Na start wycieczki najlepiej dojechać z miejscowości Vipitieno, położonej kilkanaście km od przełęczy Brenner.

Jutro Dzień II Traveler Adventure Team. Będzie jeszcze ciekawiej. A pojutrze to już w ogóle. Ruszamy w prawdziwe góry. Na koniec landszafcik, ale całkiem ładny – tak wyglądają te okolice:

LANDSZAFT

 

AHA, BARDZO WAŻNA RZECZ: na wyprawę jedzie z nami piątka sympatycznych blogerów

podróżniczych. Dwa pierwsze tutaj:

DUŻE PODRÓŻE. Pani Ola stwierdziła, że jak ma mieszkać ciągle w tym samym miejscu, to równie dobrze może mieszkać wszędzie indziej. No i mieszkała już w Portugalii, a w planach ma Paryż i Amsterdam.

STRZELECKI.ORG. Pan Norbert nosi nazwisko Strzelecki nie przypadkiem. Jest pra-pra-pra-pra-kuzynem wielkiego polskiego podróżnika, Pawła Edmunda Strzeleckiego. Norbert przemierzył Australię śladami swojego wielkiego przodka. Wejdźcie na jego blog i poczytajcie więcej.

Michał Gostkiewicz

Komentarze:

komentarzy