KropkiNaMapie.pl


Darek Zalewski 12 stycznia 2014 Aktualności Relacje

Tajlandia: Tak buddyjscy mnisi zarabiają na niewoli zwierząt

Świątynia Tygrysa Kanchanaburi w Tajlandii? Nie polecam. Gdybym wiedział wcześniej jak funkcjonuje ten przybytek, nigdy bym tam nie pojechał.

Tiger Temple

Mnisi twierdzą, że zwierzęta są w upale ospałe i nie podają im żadnych środków otępiających

Nie chcę wchodzić w intencje i zamysł tego, co dzieje się w popularnym turystycznym miejscu Tiger Temple niedaleko Bangkoku. Nie chce wchodzić w filozofię buddyjskich mnichów. Zastanówcie się jednak dobrze nim wsuniecie sporą sumę w kieszeń buddyjskich mnichów z prowincji Kanchanaburi w Tajlandii.

W pobliżu granicy z Birmą, ok. 200 km na zachód od Bangkoku, znajduje się klasztor Wat Pa Luangta Bua, znany jako  Świątynia Tygrysa. Wykupiłem w Bangkoku wycieczkę do tego miejsca. Koszt przy podróży na własną rękę był porównywalny z ceną biura podróży przy Khao San Road. Wszystko zorganizowane, można się wyluzować i pozwolić prowadzić się przewodnikowi. Taka masowa odmiana to w końcu nic złego.

Zobacz, co ze sobą zabrać jeśli wybierasz się do Tajlandii, Birmy, Wietnamu czy Indii.

Tak jak w innych świątyniach w Tajlandii, tak i przed wejściem do Tiger Temple trzeba zasłonić kolana i ramiona. Jeśli zapomnieliście ze sobą czegoś czym można się zakryć, nie dajcie się namówić na zakup drogich, byle jakich szmat na jeden raz. Zakryci lub zakryte czy nie i tak wejdziecie na teren świątyni. Kwestię  szacunku do tych zaleceń musicie rozstrzygnąć sami. Ulotki informacyjne odradzają czerwone elementy odzieży, które mogą drażnić zwierzęta. Przyda się natomiast butelka wody i coś na głowę, bo słońce nie da wam spokoju.

W świątyni pracują wolontariusze z różnych krajów, pomagają przy zdjęciach z dzikimi kotami

W świątyni pracują wolontariusze z różnych krajów, pomagają przy zdjęciach z dzikimi kotami

Wstęp do świątyni kosztuje 500 bathów (około 50 PLN).  Oficjalnie mnisie zbierają pieniądze na utrzymanie tygrysów. Sprzedają także maskotki i koszulki z podobiznami tygrysów. Zapewne z przeznaczeniem na ten sam cel.

Tak wygląda tygrysi biznes buddyjskich mnichów w Tajlandii.

W całym kompleksie inne zwierzęta chodzą wolno (dziki, sarny, jelenie, bawoły i inne).  Wybieg z tygrysami  jest jednym z punktów spaceru po świątyni i przyciąga rzeczywiście najwięcej turystów.  A zdjęcie z dzikim kotem mają być wisienką na torcie. Tygrysy sprawiają wrażenie odurzonych. W ulotce Tiger Temple mnisi zapewniają, że tak nie jest, a ich ospałość  związana jest z tym, ze zwierzęta są bardziej aktywne wieczorem albo gdy temperatura spada. To samo zresztą powtarzają wolontariusze, których jest sporo z różnych stron świata na terenie świątyni.

Tiger Temple

Mnisi twierdzą, że nie zarabiają na pokazywanych w niewoli tygrysach

Na indywidualne fotografie trzeba czekać kilkadziesiąt minut w kolejce. Takie zdjęcia z potulnymi jak baranki tygrysami uwiązanymi na łańcuchach kosztuje  1000 bathów czyli około 100 złotych . To dodatkowe opłaty do i tak nie taniej już atrakcji. Widok turystów na nogach jak z waty, dotykających tygrysów i z wymuszonym uśmiechem pozujących do pamiątkowych zdjęć,  jest za darmo.

Tiger Temple

Indywidualne zdjęcia ze śpiącym tygrysem są po 100 złotych

Odszedłem zniesmaczony.  Zrobiłem tylko zdjęcia, które posłużyły do dokumentacji tego tekstu. Oczywiście można mi zarzucić  hipokryzję, bo w końcu pojechałem, tam jak każdy inny turysta zobaczy właśnie tę atrakcję. Odpowiem na to: liczyłem na coś innego i spękałem. Nie przed tygrysami. Nie przed długaśną kolejką w skwarze. Przed sobą. Źle bym się czuł po takiej sesji z kociakami i to za grubą kasę.  Kociaki w klatkach tak, ale na pewno nie w buddyjskiej świątyni.

Na początku napisałem, że nie polecam tej turystycznej atrakcji. I ktoś może to wziąć za zwykły „hejt”. Zatem: jedźcie do Tajlandii, zobaczcie Tiger Temple. Przekonajcie się sami co wyprawiają z tygrysami mnisi. I przyłączcie się do bojkotu takich turystycznych atrakcji.

Komentarze:

komentarzy