KropkiNaMapie.pl


. 28 sierpnia 2013 Aktualności Relacje Wasze teksty

Targ owoców morza w Seulu, czyli co siedzi w Koreańczykach

Na pierwszy rzut oka niby nic się nie dzieje, ale wewnątrz, aż kipi od emocji - koreańską mentalność jak na dłoni widać nawet na targu owoców morza w Seulu - pisze Aneta Cyrnek.

Noryangjin to jeden z największych targów owoców morza w Seulu. Co noc zjeżdżają tu kupcy i dostawcy z najodleglejszych zakątków kraju. Można tu kupić dosłownie wszystko, co pływa –  świeże i często jeszcze żywe. Także ośmiornice, na które trzeba uważać.

Surowa, żywa ośmiornica to koreański przysmak

Surowa, żywa ośmiornica to koreański przysmak

Kupno i sprzedaż to kilka różnych aukcji, odbywających się równocześnie. Prowadzący licytację stoi w specjalnym stanowisku z laptopem przed sobą i dużym ekranem nad sobą, gdzie wyświetlane są dane potrzebne do zawarcia kupna. Krzyczy do mikrofonu w specjalny, jednostajny i niemal hipnotyczny sposób. Nauczył się tego na kursie; aby go zaliczyć trzeba się nauczyć tego specyficznego krzyku, co podobno wcale nie jest łatwe.

Targ rybny Noryangjin w Seulu

Targ rybny Noryangjin w Seulu

Wokół stanowiska krążą kupcy stojąc i w milczeniu wpatrując się w wystawiony przed nimi towar. Po prostu stoją i patrzą. Nikt  się nie ekscytuje, nie podbija ceny, nie macha rękami. Po jakimś czasie niektórzy odchodzą. Podobno zawarli transakcję. Kiedy? Nie wiadomo. Towar rozchodzi się jednak błyskawicznie i po jakichś 3 godzinach wszyscy się zwijają.

Targ rybny Noryangjin w Seulu

Targ rybny Noryangjin w Seulu

Potem wielokrotnie zwracałam na to uwagę – Koreańczycy od dziecka są uczeni „trzymania się w ryzach” niemal we wszystkich sytuacjach. Czasami wygląda to tak, jakby nie mieli w sobie uczuć – żadnej ekscytacji, emocji. Tacy grzeczni – to określenie chyba najbardziej do nich pasuje. Od urodzenia żyją według schematów.

Najważniejsza jest edukacja. Dzieci po szkole idą do drugiej szkoły. Nie na korepetycje, ale po to, by dalej się uczyć. Kto opuszcza te zajęcia już nie dogoni innych dzieci i wypada z wyścigu o dobre studia i dobrą pracę. A pracą idealną jest praca w korporacji. Od rana do wieczora. I również według ustalonego schematu – każdy robi to, co do niego należy, nie dyskutuje, nie proponuje, idealnie jak trybik w maszynie. Jedyną okazją do poluzowania krawata są imprezy – a jakże – firmowe. Nie można się od nich wymigać (jedynym usprawiedliwieniem może być jakaś tragedia rodzinna czy choroba), ale też nikt tego nie robi. Bo tak się im każe, wiec pracują na polecenie i imprezują również na polecenie. Ale wówczas – są to najdziksze imprezy, jakie można sobie wyobrazić. Alkohol leje się strumieniami, pije się do upadłego. Niektórzy nie są w stanie dojechać do domu, wiec śpią u znajomych, albo po prostu na ulicy (Seul to bardzo bezpieczne miasto). Rano skacowani idą do firmy, ale musza być punktualnie 15 minut przed oficjalnym rozpoczęciem godzin pracy.

Dziwne? Smutne? Oni są bardzo szczęśliwi. Tylko po nich tego nie widać.

Tekst, zdjęcia i wideo: Aneta Cyrnek

Komentarze:

komentarzy