KropkiNaMapie.pl


. 27 września 2015 Relacje Wasze teksty

Tyrol Jeepem

No, z wyprawy Jeepem do Tyrolu z National Geographic Traveler już wróciłem, pora na kilka wspomnień. Pierwsze będzie fotograficzne.

IMG_4772male

fot. Michał Gostkiewicz

Tyrol. – Tu jedziemy! – krzyczy Dominika, pokazując na samochodową nawigację. Szybki skręt kierownicy i zaczyna nami trząść. Jacek Bonecki pruje Jeepem Grand Cherokee, wyładowanym aparatami, smartfonami i piątką adeptów fotografii, zboczami winnicy nieopodal pięknego jeziora Caldaro w Południowym Tyrolu. Kierujemy się na widoczny na szczycie niewielkiej góry zamek. Ale po drodze zatrzymujemy się kilka razy, bo za oknami przesuwają się kolejne cudne widoki. Zniecierpliwiona Agnieszka rzuca się łapczywie na każdy kadr, ma 100 pomysłów na minutę. Dominika „zarządza” wyprawą – „tu skręćmy!” – woła. Aga martwi się, że nie zrobi zdjęcia, które sobie wymyśliła. – Córcia, nie siej defetyzmu, damy radę – żartuje Jacek. I dajemy radę:

018c0fcaf5

Fot. Agnieszka Wojtkowiak/wojtkowiaka.com

Uczestnicy warsztatów fotograficznych z Jackiem Boneckim to zwycięzcy konkursu miesięcznika National Geographic Traveler, którzy pojechali na wyprawę Traveler Adventure Team do Południowego Tyrolu. To podróżnicy, którzy nie rozstają się z aparatem fotograficznym i torbą obiektywów. Dlatego gdy wysiadamy z auta robić zdjęcia, postój trochę trwa. Szukamy kadrów, testujemy właściwy czas naświetlania, balans bieli, dobieramy szerokość przysłony, zmieniamy tryby aparatów, próbujemy opcji dostępnych w aparatach Fujifilm, które testujemy na wyprawie. Jacek Bonecki, fotograf i podróżnik, który prowadzi warsztaty, nie zarządza „a teraz wszyscy robimy zdjęcie tego zamku”. Raczej sam robi zdjęcia, i patrzy, jak sobie radzimy. Czasem podpowie kadr, czasem zaproponuje jakie ustawienia wybrać, innym razem poradzi, jak „pokonać” niezbyt korzystne dziś światło.

- Tak właśnie sobie wyobrażam warsztaty fotograficzne – mówi mi potem przy kolacji Bonecki. – Uczestnicy wyprawy to nie są nowicjusze, zrobili w życiu wiele zdjęć, mają swoją wizję tego, co i jak chcą fotografować. To co ja mogę zrobić, to pomóc im tę wizję zrealizować od strony technicznej, pomóc w technikaliach, doradzić, jak najlepiej wykorzystać to, co oferuje im dany aparat i dostępne obiektywy, jak do maksimum wykorzystać obecne warunki – dodaje. I podkreśla: Ja nie chcę ich kształtować, mówić im, co mają robić. Wiedzą, czego chcą. Ale ja mogę i chcę im poradzić, jak lepiej fotografować to, co oni chcą fotografować tak, by wychodziło to coraz lepiej. Dojeżdżamy nad jezioro. Dominika, z wykształcenia biolog, z zawodu dziennikarka, buszuje z aparatem wśród roślin, fotografuje z bliska, i aparatem Fujifilm X-T1, i potężnych rozmiarów smartfonem LG G 3 koncentrując się na detalach – kropli rosy na liściu, ładnym kwiatku, którego nazwę z całej grupy zna tylko ona, czy roślince, o której tylko ona wie, że nadaje się do jedzenia.

010833a1a4

fot. Dominika Kustosz/dominikakustosz.com

Norbert, który na co dzień pracuje w laboratorium nad lekami na czerniaka, a z podróży (m.in. na antypody – www.strzelecki.org – uczynił swoją pasję, szwenda się po porcie nad jeziorem Caldaro, myszkuje wśród łódek. Ale jedno z najciekawszych zdjęć tego dnia robi… z hotelowego balkonu. Ma oko do szczegółów, na przykład takich:

01ae098171

fot. Norbert Oksza Strzelecki/strzelecki.org

Wreszcie i ja znajduję swoje zdjęcie tego dnia. Nie bez pomocy Jacka, z którym rozmawiamy przez chwilę o Bauhausie i jego zamiłowaniu do prostoty designu tej grupy. Znajduję taki właśnie prosty kadr, choć wzbogacony przez dwójkę pięknych skrzydlatych mieszkańców jeziora Caldaro. Klik! – Tak pod czerń i biel – komentuje zdjęcie Jacek.  Ma rację:

IMG_4772male

4. Fot. Michał Gostkiewicz

Agnieszka ma plan. Chce zrobić zdjęcie, na którym uwieczni nas i Jacka na samochodzie, z obiektywami skierowanymi w różne strony świata, niczym na afrykańskim safari. Szukamy dobrego miejsca, Jacek wyciska z Jeepa co się da, lawirując wśród wąziutkich, malowniczych uliczek miasteczka, położonego na schodzącym do jeziora Caldaro zboczu. Wreszcie znajdujemy miejsce. Sesja trwa długo, bo Aga próbuje wielu ustawień i komenderuje: przesuń się! Skręć obiektyw w inną stronę! Trwa to kilka minut. Ale rezultat jest – i drugi plan zdjęcia, który znalazł Jacek, dobrze się sprawdza, mimo że słońca i dobrego światła dziś mieliśmy niezbyt wiele:

01435c0d16

fot. Agnieszka Wojtkowiak/wojtkowiaka.com

Piąta z nas – Ola – akurat z nami nie jedzie. Ale i ona dziś miała swój czas, by zrobić zdjęcia. Fotografię wykonała na porannej wyprawie w góry, gdy przechodziliśmy piękną via ferratę Giovani Barbara:

011b92cfa6

fot. Aleksandra Bogusławska/duze-podroze.pl

Tak, niestety szliśmy w deszczu. Na pozór – warunki fatalne. Ale jak widać da się z nich wycisnąć naprawdę dużo. – Bo to jest kluczowe – nie możesz fiksować się na swoim początkowym pomyśle. Nie wiesz, na jaką pogodę trafisz – mówi Jacek Bonecki. – Kiedyś pojechałem z grupą do Nepalu. Cel – fotografować Himalaje. I co? I lał koszmarny deszcz przez dwa tygodnie non stop. Gór nie zobaczyliśmy ani razu. Ale uczestnicy wyprawy wrócili z portfolio zdjęć ciekawych ludzi, których zobaczyli na ulicach nepalskich miast i wiosek. Ze zdjęciami, których nigdy w innym wypadku by nie mieli czasu ani szansy zrobić – dodaje. I podkreśla: – Jeśli jedziesz w podróż i chcesz zrobić dobre zdjęcia, musisz być elastyczny, albo wrócisz z niczym.

Michał Gostkiewicz

Komentarze:

komentarzy