KropkiNaMapie.pl


Tomasz Nowak 25 marca 2014 Aktualności Relacje

SRI LANKA Żółwie wieczorową porą na Rekawa Beach

Na Sri Lance można spotkać aż pięć z siedmiu gatunków żółwi morskich występujących na świecie. Mnie przedstawiciela, a właściwie przedstawicielkę jednego z nich udało się zobaczyć nocą na Rekawa Beach na południu wyspy.

Na tym zdjęciu jest żółwica, musicie uwierzyć na słowo :)

Na tym zdjęciu jest żółwica, musicie uwierzyć na słowo :-)

Na spotkanie z żółwiami na Rekawa Beach wybraliśmy się późnym wieczorem, pomiędzy 20:00 a 21:00. Noc to najlepszy czas na tego typu spotkania – mniej więcej od kwietnia do września, gdy zachodzi słońce żółwice zaczynają wychodzić na plażę żeby złożyć jaja.

Z Tangalla – gdzie się zatrzymaliśmy – na Rekawa Beach pojechaliśmy tuk-tukiem (czyli trójkołowym motorkiem), którego kierowca za podróż w obie strony zażyczył sobie 1000 lankijskich rupii. Wyjazdu tego typu nie trzeba nigdzie rezerwować – po prostu organizujemy sobie transport i jedziemy na miejsce, prosto do siedziby Turtle Conservation Project. To jedna z organizacji, która zajmuje się ochroną żółwi. Jej pracownicy pilnują by zwierzęta i ich jaja nie padały ofiarami kłusowników, patrolują nocami plaże, edukują ludzi, a także organizują nocne wizyty na plaży dla turystów.

Koszt jednego „biletu” to również 1000 lankijskich rupii – pieniądze idą na rozwój projektu i ochronę żółwi, więc przynajmniej nie jest aż tak bardzo szkoda ich wydawać. Dodatkowo jeżeli w trakcie pobytu na plaży nie zobaczymy żadnego żółwia cała kwota jest zwracana. Pełny spis cen na Sri Lance znajdziecie w naszej poprzedniej publikacji >>>

Z tego co słyszałem podobne wypady na dziko czasami organizują też okoliczni mieszkańcy, niekiedy za niższą cenę, z tym, że wtedy pieniądze idą do ich kieszeni – jeżeli więc zależy nam by nasza wizyta wsparła ochronę żółwi, powinniśmy skorzystać raczej z oferty Turtle Conservation Project.

Gdy dojechaliśmy na miejsce przed budynkiem było już zaparkowanych kilka tuk-tuków a obok nich stało ok. 10 osób. Nigdzie nie było natomiast nikogo, kto zabrałby nas na plażę. Zaczęliśmy więc przyglądać się plakatom z informacjami dotyczącymi żółwi, na które mogliśmy się niedługo natknąć.

Gatunki żółwi występujące na Sri Lance

Gatunki żółwi występujące na Sri Lance

Gdy już wszystko wyczytaliśmy, zaczęliśmy coraz bardziej wypatrywać kogoś, kto by się nami zajął. Wypatrywaliśmy … i wypatrywaliśmy… i wypatrywaliśmy… Pracownicy projektu pojawili się po mniej więcej godzinie z informacją, że na plaży pojawił się żółw, a właściwie żółwica, samego składania jaj nie zobaczymy bo już skończyła, ale teraz je właśnie zakopuje. Szybko zebrali pieniądze i zaczęli krótki instruktarz co można robić w pobliżu żółwia, a czego absolutnie nie.

Przede wszystkim zakazane jest używanie własnych latarek i lamp błyskowych – pracownicy projektu mieli własne lampki, święcące czerwonym światłem, którego żółwie nie widzą zbyt dobrze.  Poza tym mówili, żeby nigdy nie podchodzić do żółwia od strony głowy, tylko zawsze od tyłu, nie dotykać go,  nie pić, nie palić, nie hałasować… itd. Po tej krótkiej instrukcji ruszyliśmy na plażę.

Na pierwsze ślady żółwi natknęliśmy się już po kilku krokach. Były to skorupki po żółwich jajach, ale przewodnicy od razu powiedzieli nam, żebyśmy małych żółwików nie wypatrywali bo skorupki są dość stare.

Skorupki z żółwich jaj na Rekawa Beach na Sri Lance

Skorupki z żółwich jaj na Rekawa Beach na Sri Lance

Dotarcie do miejsca, gdzie widzieli żółwicę zajęło nam kilkanaście minut. W końcu ją zobaczyliśmy. Muszę przyznać, że rozmiary tego zwierzęcia zrobiły na mnie spore wrażenie bo rzeczywiście była wielka – jej skorupa zdecydowanie miała ponad metr długości i pewnie niecały metr szerokości. Jeżeli dobrze pamiętam według tego co nam powiedzieli przewodnicy była to żółwica zielona.

Powoli, rytmicznie zamiatała piasek płetwami, w rytmie: trzy machnięcia, jedno sapnięcie… dwa machnięcia, jedno sapnięcie… Widać, że składanie jaj i ich zakopywanie trochę ją zmęczyło.

Do dziś zastanawia mnie tylko, czy pracownicy projektu specjalnie odczekali, żeby żółwica skończyła składanie i dopiero po nas przyszli, czy też po prostu dopiero wtedy na nią trafili. Być może niesłusznie przypisuję im szlachetne intencje, ale muszę powiedzieć, że rzeczywiście dbali, by zwierzę jak najmniej odczuło obecność ludzi i z tego punktu widzenia niewiele im można zarzucić.  Gdy tylko ktoś za głośno się zachowywał, pochodził za blisko natychmiast go upominali. Tak samo od razu reagowali, gdy gdzieś błysnęła lampa od aparatu, której ktoś zapomniał wyłączyć.

Cena safari na Sri Lance: samochód nadgryziony przez słonia [RELACJA] >>>

Jako, że ja z lampy od razu zrezygnowałem, moje zdjęcia wyglądają jak to na samej górze tego wpisu. Generalnie można powiedzieć że równie dobrze widać na nich żółwicę, jak i świnię z siedmioma nogami…

Gdy wszyscy porzucili już początkowe próby robienia zdjęć, usiedliśmy z tyłu żółwicy i przypatrywaliśmy się jak zakopuje jaja… dwa machnięcia, jedno sapnięcie… trzy machnięcia, jedno sapnięcie… co trochę przesuwała się kawałeczek by zruszyć piasek na większym terenie, tak by drapieżniki nie wiedziały gdzie dokładnie jest gniazdo… dwa machnięcia, jedno sapnięcie… dwa machnięcia, jedno sapnięcie… trzy machnięcia, jedno sapnięcie… dwa machnięcia, jedno sapnięcie…

Przypatrywanie się kopiącej, żółwicy było chyba jednym z dziwniejszych doświadczeń z naszego pobytu na Sri Lance. Cały czas tylko dwa machnięcia, jedno sapnięcie… trzy machnięcia, jedno sapnięcie…  A my siedzieliśmy w ciszy i patrzyliśmy…

W końcu żółwica machnęła ostatni raz i ruszyła w kierunku wody, zostawiając za sobą wyraźny ślad na piasku.

Żółwica poszła... zamiast szalika, został po niej tylko ślad

Żółwica poszła… zamiast szalika, został po niej tylko ślad…

Gdy żółwica w końcu zniknęła wśród fal pomyślałem, że to dość zabawne, że ostatnie ponad pół godziny spędziłem obserwując kopiącego gada. Wtedy spojrzałem na zegarek. To nie było pół godziny… To były prawie dwie godziny. Tyle czasu patrzyłem jak żółw kopie… Co jeszcze dziwniejsze, wcale nie miałem poczucia, że czas mi się dłuży, albo, że jest nudno…

 

Komentarze:

komentarzy